Nie wypluwaj, połykaj!
Blog polykaj.pl » Vulva - recenzja
Nie ważne czy właśnie jesz, urządzasz sobie wieczorne surfowanie w Internecie, szukasz ratunku od odbębniania godzin w pracy czy masz chwilę między jednym spotkaniem a drugim, poświęć chwilę na tę recenzję, bo dawno nie napisaliśmy tyle tekstu ;-) Żarty, żartami ale do rzeczy! Nie dalej jak 2 tygodnie temu napisaliśmy parę słów o kuriozalnym zapachu o nazwie Vulva, firmy vivaeros. Parę dni temu kupiliśmy na stronie producenta a dziś nareszcie mamy okazję ją przetestować i szczegółowo opisać.
O Vulvie już kiedyś słyszałem, chyba ok. 2 lat temu ale wtedy jakoś nie chciało mi się tego sprawdzać. Niedawno jednak znów natrafiłem na ten produkt podczas robienia swojego internetowego researchu na ten blog i zdecydowałem się kupić. Może nie bez powodu wraca to do mnie... Zobaczmy!
Producent (Vivaeros) tak opisuje swoje dzieło:
Waginalny zapach pięknej kobiety - VULVA Original nie są perfumami. To jest kobiecy, erotyczny, intymny zapach do wąchania dla własnej przyjemności. Drobną ilość tej cennej, organicznej substancji aplikuje się na tył dłoni... a nie odparty zapach, który emanuje ze zmysłowej pochwy natychmiast intensyfikuje Twoje erotyczne fantazje...
potrząśnij... otwórz... zaaplikuj... powąchaj...
Chociaż trochę dziwnie, że nie są to perfumy by atrakcyjnie pachnieć dla płci przeciwnej, to nadal brzmi ciekawie.
Reklamówki na stronie i na YouTube starają się chyba tę wizję zilustrować i moim zdaniem udaje im się. (VULVA Original - The intimate scent of a beautiful woman). Chociaż animowany filmik jest trochę ... no nieinteresujący jak dla mnie (VULVA maniac - The vaginal scent of a beauty)
Vulva kosztowała mnie 24,90 EUR (z VAT) + przesyłka 5,45 EUR. Razem 30,35 EUR co wyszło na 126,90 PLN za:
opakowanie z fiolką Vulvy o pojemności 3 ml (0,10 fl.oz.)
Do przesyłki załączono międzynarodową fakturę (czyta to ktoś dla kogo Vulva może stanowić uzasadniony wydatek prowadzenia biznesu?), małą kartkę marketingową oraz opis, instrukcję i inne uwagi użytkowe na kartce jak z opakowania od leków (po angielsku, niemiecku, francusku i hiszpańsku).
Opakowanie i fioleczka wygląda estetycznie. Oto parę zdjęć.
![]() Vulva - opakowanie |
![]() Vulva - opakowanie |
![]() Vula - fiolka |
![]() Vula - fiolka - kulka do aplikacji |
W fiolce znajduje się koncentrat zapachu. Koncentrat, bo niewielkie ilości starczają na długi efekt. Aplikuje się poprzez posmarowanie skóry kulką w fiolce i to starcza. Zapach jednak uwalnia się ok. minuty i po tym czasie zaczyna emanować i się stabilizuje. Nota bene, dopiero po dwóch myciach rąk zapach schodzi całkowicie.
Załączona notka mówi o tym, żeby trzymać produkt z dala od dzieci, że nie jest dla osób poniżej 18 roku życia i 21 w krajach poza EU. Nie należy go spożywać ani aplikować na ... otwory w ciele. W przypadku połknięcia należy pić wodę, nie wymiotować i skontaktować się z lekarzem i powiedzieć mu, że się zjadło trochę skoncentrowanego pussy juice'u z fiolki z Vulvą ;-)
Jest przyjemny i myślę, że w kategorii takiej jakiej jest, zapachu a nie perfum, jest to udany produkt. Po posmarowaniu przyzwyczałem się do niego po powąchaniu ręki 3 razy i co jakiś czas zapach do mnie wracał, skłaniał mnie do powąchania jeszcze raz.
Konkretniej o zapachu. Pikantnie, piżmowo i coś jeszcze. każda kobieta pachnie inaczej, co więcej ta sama kobieta może pachnieć inaczej nawet w ciągu dnia czy miesiąca, dlatego jako przybliżenie czy uśrednienie Vulvy można przyjąć za udane z tym, że jest to bardziej zapach spoconego damskiego krocza, a nie po prostu waginalnych fluidów. Z resztą jak przypomnieć sobie reklamówkę, to właśnie o to chodziło bardziej.
Vulva jest udana i jak na, bądz co bądź, sztuczny produkt (w przeciwieństwie do noszonych majtek z allegro czy zestawów nastolatek w japońskich sex shopach) jest trafionym odwzorowaniem zapachu sromu*. Jest pikantna, piżmowa i co najważniejsze spocona. Przypomina się co chwila z ruchem ręki i myślę, że starcza na długo z racji na ilość, jaką się stosuje.
Jedna z reklamówek mówi: "smell me and cum". Jeśli Vulvę użyć do podniecania się, fetyszu czy masturbacji to pewnie zda egzamin. Trzeba by tylko rozkręcić sobie fantazję i wkręcić sobie, że to jest to. Ja nie próbowałem. Ostatecznie bardziej mnie podnieca zapach perfum na skórze mojej dziewczyny i jej joni.
Otwartą kwestią zostaje odbiór zapachu przez homoseksualnych mężczyzn. Czy im pasuje, jest neutralny czy zniechęca. Tego nie wiem. Może Wy macie informacje z pierwszej ręki?
Za nie całe 130 zł dostajemy: Dipropylene Glycol, Propylene Glycol, Paraffinum Liquidum, Ascophyllum Nodosum Extract, Fragrance, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben. Czyli:Glikol dipropylenowy, glikol propylenowy, olej mineralny, Ekstrakt alg Ascophyllum Nodusum, Zapach, fenoksyetanol, metyloparaben, etyloparaben, butyloparaben, propylparaben ;-)
Humorystycznie i szyderczo zostaje dopowiedzieć, że czekamy na zapachy "Obrzeże Odbytu" i "Grota Nestle" jak to sugerują użytkownicy wykop.pl :-D
* Jakoś nie mogłem się przekonać do użycia tego polskiego wyrazu, no ale jest, shoot me ;-)
Strona "Vulva - recenzja"
autorstwa polykaj.pl 2010,
jest objęty licencją Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.